Pan X, pies i metoda drzewka

Ja już tak mam, że zimą zapadam w sen zimowy. Dlatego mój ostatni post na Instagramie jest z listopada, bo przecież jest zimno i pewnie mam niedobór witaminy D. Jest jeszcze tysiąc innych powodów, dla których nie pracuję w swoich social mediach tak regularnie jakbym chciała. Spokojnie dobrze wiem, że to wymówki… No i tak sobie tkwiłam w swojej stagnacji aż wytrącił mnie z niej pewien mężczyzna. 

Stałam na przystanku, wracając z bachaty (taki taniec, który zresztą niezbyt mi wychodzi) i zagadał do mnie Pan X, szybko dowiedziałam się, że on pracuje w branży IT, a dokładniej w firmie zajmującej się stronami internetowymi. No przecież ja mam bloga! Znaczy mam bloga bez wpisów… Bardzo szybko przeszliśmy na temat psów, a to zazwyczaj się dzieje od razu po tym jak informuję o moim kierunku studiów. 

– ,,O! Ja też mam psa i on ma taki problem, że…’’

– ,,Moja siostra ma takiego śmiesznego, małego pieska co cały czas szczeka’’

– ,, A co myślisz o dobermanie?’’

Owszem, bardzo mnie interesuje temat psów, ale według moich ostatnich kalkulacji prawie wszystkie nowo poznane osoby rozmawiają ze mną o czworonogach.

 Tak też było w tym przypadku, pies Pana X ciągnie na smyczy. Kiedy zapytałam co robi, gdy pies ciągnie okazało się, że stosuje tak zwaną metodę drzewka… Czyli zatrzymuje się i… no właśnie?

 W teorii pies powinien się cofnąć (najlepiej spojrzeć na nas lub do nas wrócić) poluzować smycz i to jest dla nas sygnałem do kontynuacji spaceru. Ale pies Pana X pozostawał niewzruszony Panem w pozycji drzewka. A metoda była już wykorzystywana od kilku dobrych miesięcy.

 Nie miałam wystarczająco dużo czasu, żeby dopytywać o jakość i ilość spacerów, ani o sprzęt jakim posługuje się mój rozmówca. Ale na szybko byłam w stanie zaproponować inną metodę, polegającą na zmianie kierunku w momencie, kiedy pies zaczyna ciągnąć, zaznaczając jak ważne jest żeby pies był przez niego nagradzany, gdy smycz jest luźna.

Pan X poprosił o nazwę bloga, zapewniając, że będzie regularnie sprawdzał jak lepiej pracować ze swoim psem. Właśnie! W tamtym momencie natchnęło mnie, żeby obudzić się ze snu zimowego, bo przecież już mam jednego czytelnika! 

A wracając do metody drzewka, przypomniała mi się pewna Pani stosująca tę metodę. Mam w zwyczaju przyglądać się ludziom pracującym z psami i wyłapywać ich błędy (strzeżcie się!). 

Więc w czym tkwił problem tej Pani? Prowadziła, na pewnie 2 metrowej smyczy kilkumiesięcznego goldena, pies nic sobie nie robił ze swojego przewodnika, wąchał trawkę, przy okazji wyrywając rękę ze stawu swojej opiekunki. Nie mogę odmówić tej Pani konsekwencji, za każdym razem zatrzymywała się gdy pies szarpał, szczerze mówiąc więcej stała niż szła. Ale gdy już stanęła pies pokazywał zachowanie, które rzeczywiście nie jest ciągnięciem, ten pies siadał i wtedy Pani ruszała. 

Czego nauczył się pies? Jeśli siądzie to spacer można kontynuować! Jeśli takiego efektu oczekiwała właścicielka to w porządku.  Ale czy nie chodzi nam o to, żeby pies spacerował z nami na luźnej lince, a nie siadał mając w nosie kto jest na końcu smyczy, byleby znowu ruszyć z miejsca? 

Na pewno zaproponowałabym tej Pani dłuższą smycz, na której pies mógłby spokojnie węszyć i naukę skupienia na właścicielu, ale nie miałam odwagi podejść, no i pewnie znowu musiałabym rozmawiać o psach 😉