SPACER Z PSEM – JAK POWINIEN WYGLĄDAĆ ? 

Mam nadzieję, że co do tego, że spacer z psem jest obowiązkowym elementem każdego dnia nikt nie ma wątpliwości. Wbrew wielu mitom, dotyczy to również psów mieszkających w domu z ogrodem i psów ras miniaturowych. Spacer zaspokaja istotne psie potrzeby i pozwala psu na prezentowanie naturalnych zachowań. Oprócz załatwienia potrzeb fizjologicznych nasz pupil zmęczy się fizycznie i psychicznie. Dla właściciela spacer z psem to świetna okazja na zbudowanie głębszej więzi ze swoim podopiecznym.

Spacer z Duchess, którą opiekowałam się na Malcie

Ilość i długość spacerów 

To na jak długo i jak często powinniśmy wychodzić z naszym psem na spacer zależy od bardzo wielu czynników, takich jak: wiek, stan zdrowia czy temperament. W moim domu wychodzimy z psami osobno, ze względu na to jak bardzo różnią się ich potrzeby. Pola jako psia staruszka nie potrzebuje tak intensywnych i częstych spacerów jak Tango – 7 miesięczny szczeniak. W przypadku zdrowych, dorosłych psów 2-4 wyjścia dziennie będą optymalne, z czego jeden spacer powinien być dłuższy.  

Węszenie to podstawa  

Węszenie można porównać do scrollowania Instagrama lub Facebooka. Pies zbiera nosem informacje o tym, co działo się w środowisku. O tym, że Maksio z klatki obok przechodził tą samą ścieżką albo o tym, że na polanie zadomowiła się rodzina nornic. Do węszenia i eksploracji terenu potrzebna jest swoboda. Ja używam 3 metrowej smyczy, gdy muszę mieć nad psem kontrolę. W lesie lub na polu świetnie sprawdzi się kilku, kilkunastometrowa linka. Psy, które mają świetnie wypracowane przywołanie bardzo skorzystają na bieganiu bez smyczy w bezpiecznych miejscach.

Na początku spaceru, gdy pies w końcu wychodzi na dwór, po kilku godzinach spędzonych w domu, jest bardzo zainteresowany środowiskiem. Niech wącha! Daj psu kilkanaście minut na nacieszenie się tym, że wyszedł i może sobie poscrollować 😉  

Co jeszcze można robić na spacerze z psem? 

Gdy pierwsze emocje związane z wyjściem opadną można przejść do innych aktywności. Tak jak we wszystkim, w spacerze najważniejsza jest równowaga. Po zabawie, potrenuj posłuszeństwo, później daj psu czas wolny na węszenie, a na koniec pomóż psu wyciszyć się, rzucając smakołyki w trawę. 

Zrezygnowałabym z bezrefleksyjnego rzucania piłką lub (co gorsze) patykiem na rzecz zabawy szarpakiem i szukania zabawki. Pobyt na dworze to też świetna okazja do przećwiczenia komend, które pies już zna i wykonuje w domu. Wykonanie najprostszej komendy może okazać się wyzwaniem, gdy wokół jest mnóstwo zapachów, chodzą ludzie i biegają inne psy. Najważniejsze hasła, które zapewnią Twojemu psu bezpieczeństwo powinny być powtarzane na każdym spacerze! Przywołanie, umiejętność chodzenia przy nodze czy komenda ,,zostaw’’ to niezbędny zestaw komend spacerowych.

Nie bój się czasami zatrzymać na spacerze, posiedzieć na ławce i zwyczajnie nic nie robić. Odpoczywanie poza domem to niedoceniona umiejętność, która przydaje się, gdy chcemy spokojnie wypić kawę na mieście w towarzystwie naszego psa.

 

Spacerowa przerwa z jednym z podopiecznych MSPCA na Malcie (więcej o Erasmusie TUTAJ i TUTAJ)

Szybkie wskazówki spacerowe

  • Zmieniaj trasy spacerowe, aby urozmaicić psu wyjścia,
  • Zabierz ze sobą jedzenie i zabawki, żeby być atrakcyjnym dla psa,
  • Zawsze sprzątaj po swoim psie!
  • Szanuj innych spacerowiczów i nie pozwalaj psu podbiegać do obcych psów i ludzi, bez ich zgody,
  • Wykorzystaj do ćwiczeń i zabaw to co znajdziesz na dworze (np. udekoruj korę drzewa smakołykami i pozwól psu je znaleźć lub naucz psa obiegania drzewa z lewej i prawej strony),
  • Nie gap się w telefon! Obserwuj psa i bądź dla niego podczas spaceru,
  • Upewnij się, że pies nie jest zbyt pobudzony przed wejściem do domu.

Pamiętaj, że spacer jest konieczny dla zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego Twojego psa. Brak codziennej aktywności może prowadzić do otyłości oraz wielu problemów behawioralnych. Chociaż ja jestem zdania, że zapewnienie naszym psiakom dobrego nastroju powinno być wystarczającym argumentem na to, żeby codziennie wyjść na spacer!

Jeśli jesteś z Katowic lub okolic i nie masz czasu na spacery ze swoim psem, mogę Ci pomóc! Zajrzyj do mojej OFERTY i SKONTAKTUJ SIĘ, żeby nawiązać współpracę 🙂

PRAKTYKI W RAMACH PROGRAMU ERASMUS – JAK WYJECHAĆ?

Piszę ten wpis w kawiarni w samym centrum Valletty, czyli stolicy Malty. Gdyby nie praktyki w ramach programu Erasmus możliwe, że dalej marzłabym w Polsce. Erasmus to nie tylko sposób na ucieczkę od szarej, polskiej pogody. Informacja o praktykach zagranicznych w Twoim CV na pewno zwiększy Twoje szanse na atrakcyjną pracę w przyszłości. W najgorszym wypadku dowiesz się co Cię nie interesuje i jaka praca nie jest dla Ciebie, a to też ważne!

Jeśli zastanawiasz się ile wynosi stypendium, jakie musisz spełniać wymagania, do jakich krajów można wyjechać, i na jak długo to koniecznie przeczytaj TEN WPIS.

Zdjęcie archiwalne, zrobione w Gdańsku 😉

Jak znaleźć miejsce na praktyki w ramach Erasmusa?

Ja znalazłam swoje praktyki w bardzo prosty sposób. Przetrzepałam wyszukiwarkę Google wpisując wszystkie możliwe kombinacje słów ,,dogs”, ,,internship” i ,,Erasmus”. Tak trafiłam na stronę z ofertami praktyk w ramach programu Erasmus. Są też inne sposoby, żeby znaleźć praktyki marzeń:

  • Kontaktuj się z firmami i organizacjami, w których chcesz odbyć praktyki. Możliwe, że na 10 wysłanych maili, dostaniesz 6 odpowiedzi, z czego 5 z odmową. Ale w tej sytuacji Ty wybierasz miejsca, które Cię interesują i ta 1 pozytywna odpowiedź będzie tą wymarzoną 😉 Sama próbowałam znaleźć swój staż w ten sposób. Prawdopodobnie każda szkoła dla psów w Hiszpanii dostała ode mnie wiadomość z zapytaniem o praktyki. Niestety dużo firm odmówiło z powodu pandemii, inne wcale. To nie oznacza, że Tobie się nie uda. Wysłanie maila nic nie kosztuje.
  • Zapytaj w biurze wymiany akademickiej na uczelni. Spytaj u źródła! Poproś o dane miejsc, w których odbywali praktyki studenci Twojej uczelni. Spytaj o opinie studentów, którzy już mają staż za sobą.
  • Dodaj się do wszystkich możliwych grup na Facebooku, na których możesz znaleźć oferty praktyk, na przykład TA albo TA. Szukaj po angielsku, ale też w języku danego kraju. Zainteresowałabym się też grupami z ofertami typu workaway (np. Workaway Europe) . Nie ograniczaj się do obserwowania tego co się dzieje na grupie. Opublikuj post z informacją czego szukasz, a ilość odpowiedzi może Cię zaskoczyć.
  • Uniwersytety zagraniczne często dają możliwość odbycia praktyk. Ta opcja może okazać interesująca szczególnie dla osób zainteresowanych pracą badawczą.
  • Sprawdź na Linkedln.

Kiedy można wyjechać na praktyki w ramach programu Erasmus?

Jeśli wciąż studiujesz to najlepszym okresem na realizację praktyk będzie okres wakacyjny (czerwiec-wrzesień). Można zdecydować się na wyjazd w trakcie trwania roku akademickiego, ale wiąże się to z indywidualną organizacją studiów. Do wyboru masz również staż absolwencki. Ja zdecydowałam się na ostatnią opcję. Jestem zadowolona z tego wyboru z kilku powodów. Ceny w miejscowościach turystycznych poza sezonem są niższe, nie mam zobowiązań w postaci studiów, do których muszę wracać i uniknę upałów. Chcąc wyjechać na staż absolwencki należy pamiętać o tym, że staż musi się zakończyć do 12 miesięcy od obrony, a rekrutacja odbywa się na ostatnim roku studiów. Jeśli już jesteś po obronie to niestety jest za późno, żeby zorganizować wyjazd.

Jak wygląda proces rekrutacyjny?

Ta odpowiedz może nie być satysfakcjonująca dla większości z Was, ale TO ZALEŻY. Każda uczelnia robi to po swojemu. Mam uniwersalną radę dla wszystkich. Jak tylko pomysł o zagranicznych praktykach wpadnie Ci do głowy, od razu wybierz się do biura zajmującego się wymianą akademicką. Dowiesz się kiedy jest organizowany nabór (rekrutacja na praktyki często jest prowadzona w sposób ciągły, do wyczerpania miejsc), na jakich warunkach i jakie dokumenty musisz wypełnić.

W moim wypadku rekrutacja wyglądała w następujący sposób:

  1. Skontaktowałam się z MSPCA na Malcie z zapytaniem czy szukają praktykantów i równocześnie byłam w kontakcie z biurem wymiany akademickiej na mojej uczelni (Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie).
  2. Organizacja przyjmująca poprosiła mnie o wysłanie CV w języku angielskim (niektóre firmy proszą też o wysłanie listu motywacyjnego podczas rekrutacji).
  3. Odbyłam rozmowę na Skypie z koordynatorką wolontariuszy w schronisku. Dowiedziałam się jak praca w MSPCA wygląda w praktyce i ustaliłam termin przyjazdu.
  4. W tym momencie zaczęła się papierologia. Formularz zgłoszeniowy, kolejne CV, zaświadczenie językowe i wykaz zaliczeń (czyli transcipt of records). Następnie letter of intent, learning agreement for traineeship, oświadczenie w sprawie COVID, dokument dotyczący formy wypłaty grantu oraz skan karty EKUZ i dodatkowego ubezpieczenia, które wykupiłam. W podpisywanie dokumentów było zaangażowanych aż 5 osób, w tym Pani z dziekanatu… Im szybciej weźmiesz się za dokumenty tym lepiej.
  5. W końcu mogłam kupić bilety lotnicze i rozpocząć poszukiwanie zakwaterowania na Malcie!

Oceny i język podczas rekrutacji na praktyki w ramach programu Erasmus.

W związku z tym, że na mojej uczelni nie było innych chętnych na wyjazdy na praktyki, wiedziałam, że rekrutacja wewnętrzna (uczelniana) będzie jedynie formalnością. Na uczelniach, na których wyjazdy w ramach programu Erasmus są bardziej popularne konkurencja może być większa. Podczas rekrutacji brane są pod uwagę głównie umiejętności językowe oraz oceny.

Oceny nigdy nie były moim priorytetem na uczelni, nigdy w życiu nie poprawiłam czwórki na piątkę. Na ostatnim roku studiów w Lublinie praktycznie się nie uczyłam, bo wolałam wyprowadzać psy albo chodzić na imprezy erasmusowe. Z perspektywy czasu widzę jednak, że lepsze oceny nie kosztowałyby mnie zbyt wiele wysiłku, a może nawet załapałabym się na stypendium rektora. Z drugiej strony spotkania w międzynarodowym gronie rozwinęły moje umiejętności językowe, które też są brane pod uwagę podczas rekrutacji.

Połóż się wcześniej i idź na nudny, nieobowiązkowy wykład o 8 rano, udzielaj się na zajęciach. Włącz serial w języku, którego się uczysz i wracając z uczelni posłuchaj podcastu po angielsku. Małe zmiany nawyków, które mogą mieć wpływ na wynik rekrutacji 😉 Powodzenia!

ERASMUS – STUDIA, PRAKTYKI CZY STAŻ ABSOLWENCKI? 

Możliwe, że już wiesz, że istnieje coś takiego jak Erasmus. Może ktoś znajomy był na wymianie albo Ty masz już studia lub praktyki w ramach programu Erasmus+ za sobą. Tak czy inaczej marzy Ci się wyjazd za granicę, dzięki któremu się rozwiniesz i poszerzysz horyzonty. W tym poście dowiesz się co to jest Erasmus i jakie daje możliwości.  

Erasmus+ to program edukacyjny, który działa w Unii Europejskiej. Ze wsparcia tego programu korzystają zarówno studenci i uczniowie, ale również nauczyciele, wykładowcy oraz wolontariusze. Nas jednak interesują możliwości oferowane studentom w ramach programu Erasmus, czyli studia i praktyki zagraniczne.  

Podczas mojego Erasmusa w Barcelonie

Co warto wiedzieć o Erasmusie?

Bez względu na to czy wybierasz się na studia czy na praktyki do wykorzystania masz 12 miesięcy (na każdym z trzech stopni). W wypadku studiów jednolitych magisterskich jest to 24 miesiące. Można wyjechać kilka razy, np. Podczas licencjatu spędzić 5 miesięcy na uczelni w Barcelonie, potem jechać na praktyki na Maltę na 2 miesiące i resztę wykorzystać na staż absolwencki w Porto. Na magisterce masz do dyspozycji kolejne 12 miesięcy na wyjazdy. Brzmi dobrze, prawda?  

Nie można wyjechać będąc na urlopie dziekańskim. Wyjazd jest możliwy dla studentów przynajmniej 2 roku studiów. Na II lub III stopniu można wyjechać już od pierwszego roku. 

Każdy wyjazd w ramach programu Erasmus+ jest dofinansowywany! Stawki stypendiów różnią się w zależności od kraju do którego się wybierasz, w wypadku studiów wynoszą od 450 euro do 520 euro (na praktyki dostaniesz o 100 euro więcej). Warto pamiętać, że dofinansowanie może nie pokryć wszystkich kosztów związanych z wyjazdem. Stypendium jest wypłacane w dwóch lub trzech ratach. Najczęściej student otrzymuje 70-90% stypendium przed wyjazdem, a resztę po powrocie i załatwieniu formalności. Moje stypendium na studia w Barcelonie wynosiło 450 euro miesięcznie, a sam pokój kosztował mnie 400 euro na miesiąc. Ale dobra wiadomość jest taka, że osobom, którym przysługuje stypendium socjalne na polskiej uczelni, będą je otrzymywać również na Erasmusie. 

Kraje, do których można wyjechać: Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Irlandia, Islandia, Liechtenstein, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Niderlandy, Niemcy, Norwegia, Portugalia, Republika Czeska, Republika Macedonii Północnej, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Szwecja i Turcja. O wyborze odpowiedniego miasta na swoją wymianę pisałam na Instagramie TUTAJ i TUTAJ.

Wymagania, które musi spełnić idealny kandydat na Erasmusa, to na pewno dobra znajomość języka angielskiego lub języka kraju wymiany i dobre wyniki w nauce. Jeśli wydaje Ci się, że nie jesteś idealnym kandydatem lub kandydatką to i tak weź udział w rekrutacji. Nie wiesz ile jest chętnych i jak oni poradzili sobie z rekrutacją. Nic nie stracisz, a możesz bardzo dużo zyskać! Niektóre uczelnie biorą podczas rekrutacji również pod uwagę działalność na rzecz uczelni, udział w programach międzynarodowych i inne osiągnięcia.  

Jakie możliwości studentowi daje Erasmus?

Jedną z możliwości, moim zdaniem, bardziej wymagającą są studia w ramach programu. W praktyce wygląda to tak, że studiuje się od 3 do 12 miesięcy na zagranicznej uczelni. Często po angielsku, ale czasami w języku kraju, do którego się wybieramy. W dużym skrócie chodzi o to, żeby znaleźć przedmioty na zagranicznej uczelni, które odpowiadają tym z Polski. Załatwiamy dokumenty (jest ich sporo), lot i nocleg. Potem przez kilka miesięcy studiujemy w obcym kraju, poznajemy ludzi z całego świata, podróżujemy i uczymy się języka. Tylko uwaga! Nie mylcie tego z wakacjami! Będąc w Barcelonie może i miałam czas na zwiedzenie Katalonii, latino imprezy i opalanie się na plaży… Ale momentami bałam się, że po powrocie będę musiała zwracać całe stypendium, bo niektóre przedmioty mnie przerastały. Wszystko skończyło się dobrze 😉 Tylko uczulam, że to wciąż studiowanie, a nie wakajki za unijne pieniądze. 

Jeśli sądzisz, że zdawanie egzaminów w obcym języku może być zbyt dużym wyzwaniem lub studiujesz nietypowy kierunek i ciężko Ci znaleźć uczelnię zagraniczną z odpowiednimi przedmiotami, to praktyki będę dla Ciebie lepszym rozwiązaniem. Muszą trwać minimum 2 miesiące, maksymalna długość wyjazdu różni się w zależności od uczelni. To Ty wybierasz i szukasz miejsca, w którym chcesz odbyć praktyki. Należy pamiętać, że instytucja przyjmująca na praktyki nie może być instytucją unijną i instytucją, która zarządza programami Unii Europejskiej. Praktyki w ramach programu Erasmus+ mogą być zarówno praktykami obowiązkowymi, jak i praktykami dodatkowymi.  

Erasmus przewidział również wyjazdy dla absolwentów – staż absolwencki! W takiej sytuacji trzeba wziąć udział w rekrutacji przed zakończeniem studiów i skończyć praktyki do 12 miesięcy od zakończenia studiów. 

Jeśli po przeczytaniu tego wpisu czujesz, że serce bije Ci trochę szybciej to chyba znak! Musisz jak najszybciej iść do biura odpowiedzialnego za wymiany studenckie 😉 . Każda uczelnia ma trochę inne zasady i wymagania, dlatego warto dowiedzieć się szczegółów u źródła. W biurze dowiesz się z jakimi uczelniami Twoja uczelnia ma podpisane umowy lub gdzie, do tej pory, jeździli inni studenci na praktyki lub studia. Kontakt ze studentami, którzy mają już wymianę za sobą bardzo ułatwi podjęcie decyzji. 

Behawiorystyka zwierząt w Lublinie – czy warto? Moja opinia.

Jeśli czytasz ten post to pewnie rozważasz studiowanie na kierunku behawiorystyka zwierząt w Lublinie. Kiedy ja zaczynałam studia nie było do wyboru zbyt wielu bezpłatnych opcji studiowania psychologii zwierząt (i wciąż tak jest).  Z resztą, moim pierwszym wyborem była weterynaria, na którą, jak teraz sądzę, dzięki Bogu, że się nie dostałam. Kiedy już otarłam łezki i pogodziłam się z tym, że wkładanie ręki w tyłek krowy może nie być moim przyszłym zajęciem, zaczęłam szukać alternatywy. I tak trafiłam na behawiorystykę.  

Prawda jest taka, że nigdy nie wyobrażałam sobie innej pracy niż ze zwierzętami. Nie oglądałam Hannah Montana tylko zaklinacza psów albo policję dla zwierząt. I moje kształcenie mogło potoczyć się inaczej, mogłam od razu iść na kurs behawiorysty lub trenera psów lub zostać technikiem weterynarii. Ale studiowanie to nie tylko uczelnia i zaryzykowałabym stwierdzenie, że każdy powinien się wyprowadzić z domu po liceum. Mieszkanie poza domem rodzinnym to szkoła życia, którą polecam każdemu 😉 

Wielokrotnie, najczęściej w trakcie small talku z kierowca bolta zadawano mi pytanie co ja w ogóle robię w Lublinie. Bo rzeczywiście większość młodych ludzi ucieka z Lublina do większych miast. Ale mnie ten kierunek przyciągnął, jest unikatowy, dla niego byłam gotowa wyprowadzić się do miasta oddalonego o 350 km od domu rodzinnego. Sam Lublin jest stosunkowo tani w porównaniu do innych studenckich miast, ceny pokoi zaczynają się od 550-600 zł, ale ja swoje ostatnie miesiące w Lublinie spędziłam w akademiku, gdzie za 2 osobowy pokój płaciłam tylko 420 zł miesięcznie. 

Podniebne tarasy w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie

Na tym kierunku masz do wyboru studia stacjonarne i niestacjonarne, pierwszy stopień (trwa 3,5 lub 4 lata) kończy się z tytułem inżyniera, a drugi (1,5 lub 2 lata) magistra. Przy rekrutacji jest uwzględniany język obcy i jeden z przedmiotów do wyboru: biologia, matematyka, chemia, fizyka i astronomia, informatyka i geografia. To co ja zdecydowanie polecam dla kandydatów na ten kierunek to rozszerzenie biologii i chemii na maturze. Dzięki temu, to co dla niektórych było zupełną nowością (na przykład Cykl Krebsa), dla mnie było tylko powtórką. 

Bardzo dobrze wspominam pierwszy rok studiów, w planie można było znaleźć sporo typowo weterynaryjnych przedmiotów – anatomia, fizjologia, mikrobiologia czy biochemia. Wtedy dziękowałam Bogu, że nie dostałam się na weterynarię, bo behawiorystyka dała mi wiedzę weterynaryjną w uproszczonej i skróconej wersji, nie spowodowała w tym samym czasie załamania nerwowego, które przechodzili znajomi z weterynarii. Prawda jest taka, że jeśli przebrnęło się przez pierwszy rok, to później już było z górki i o warunek trzeba było się mocno postarać. Moim zdaniem behawiorystyka jest przyjemnym kierunkiem, przez te wszystkie lata udawało mi się pracować, miałam czas na życie towarzyskie i inne dodatkowe zajęcia.

Są wykładowcy, jak wszędzie którzy czytają prezentacje i wydają się, że nie mają pojęcia o czym mówią. Są i tacy, u których na wykładzie nie chciałam nawet iść na siku, bo bałam się, że ominie mnie coś ciekawego. Tutaj szczególne brawa należą się Doktorowi Różańskiemu. Czasami wykład nie był na temat, bo na przedmiocie o zwierzętach towarzyszących mówił o zwierzętach dziko żyjących. No i zawsze Doktor musiał wspomnieć o bakteriach albo grzybach, a to powodowało, że ja zawsze musiałam umyć ręce po zajęciach 😉 Podsumowując, wszystkie zajęcia były świetnie prowadzone przez doktora były świetnie i przeplatane opowieściami z jego pracy jako lekarza weterynarii.  

Najważniejsza sprawa. Wiele osób może być rozczarowanych… Jeśli chcesz się uczyć wyłącznie o psach i kotach to nie będzie kierunek dla Ciebie. Nieprzychylne opinie dotyczące behawiorystyki zwierząt często mówią o braku zajęć poświęconych psom i kotom. Jako że ,,siedzę’’ głównie w psach to bardzo mi brakowało wiedzy teoretycznej i praktycznej na temat pracy z psami. Jedyne zajęcia praktyczne z psami miałam na Erasmusie… w Barcelonie! Nie w Lublinie. Wiedza o psach, którą wyniosłam ze studiów była znikoma, ale ale! Studia, które wybrałam to behawiorystyka zwierząt nie behawiorystyka psów.

Chociaż muszę przyznać, że UP w Lublinie ma wyjątkowo dobrze zaopatrzoną bibliotekę, dużo książkowych nowości, wraz z obowiązkowymi pozycjami dla przyszłych trenerów i behawiorystów psów.

Co do samej praktyki: udało nam się pojechać do ogrodu botanicznego (tak, mieliśmy botanikę), do jednego gospodarstwa agroturystycznego, do stadniny koni na Felinie i do hodowli alpak. Ostatni wyjazd bardzo dobrze wspominam. Była szansa na założenie alpace kantara, a jedna z wykładowczyń z Uniwersytetu osobiście szkoli zwierzęta, więc mogła podzielić się praktyczną wiedzą. Na drugim roku są obowiązkowe sześciotygodniowe praktyki. Tutaj można zaszaleć i wybrać coś co interesuje nas najbardziej. Ja miałam szczęście trafić na super trenerkę, która prowadziła zajęcia niedaleko mojego domu w Katowicach. Jak ją znalazłam? Po prostu pisałam do wszystkich trenerów i behawiorystów na Śląsku, aż do skutku. Ale opcji jest sporo. Ośrodki ratujące dzikie zwierzęta, zoo, kliniki weterynaryjne, hodowle psów, można też jechać na praktyki w ramach programu Erasmus.  

Na studiach jest wszystkiego po trochu z każdego tematu związanego ze światem zwierząt: zwierzęta towarzyszące i gospodarskie, zwierzęta dzikie, zwierzęta w zoo i laboratoryjne, gady i płazy oraz żywienie zwierząt, genetyka, ewolucja, użytkowanie, produkty pochodzenia zwierzęcego, wpływ człowieka na zwierzę, dobrostan, etologia… i inne.  

Są takie kierunki studiów, na których jest dużo chętnych studentów, którzy chcą wyjechać na Erasmusa, na przykład turystyka albo studia językowe. Na behawiorystyce zwierząt jest wprost przeciwnie. Byłam pierwszą osobą, która wyjechała ma studia w ramach programu Erasmus na tym kierunku. Dlaczego? Żeby wyjechać na studia, na zagraniczną uczelnię, musimy znaleźć przedmioty, które odpowiadają tym, które mamy na uczelni macierzystej (tej w Polsce).

Dajcie znać jeśli znajdziecie na europejskiej uczelni taki przedmiot jak hodowla kotów albo orientacja zwierząt w przestrzeni… Nie jest łatwo, ale mi się udało (o tym innym razem). Z praktykami jest nieco prościej. Ale jeśli zależy Ci na tym, żeby wyjechać za granicę to ten kierunek Ci tego nie ułatwi. Plusem jest brak konkurencji wśród studentów. Natomiast brak uczelni, które oferują podobne przedmioty do tych na behawiorystyce powoduje, że wyjazd graniczy z cudem. Ale przypominam, że ja i mój upór maniaka daliśmy radę!

Dlaczego nie zdecydowałam się na magisterkę, skoro z mojego wpisu wynika, że te studia wydają się całkiem przyjemne? Bo wydaje mi się, że UP w Lublinie już nie ma mi zbyt wiele do zaoferowania. Wyczerpali już chyba wszystkie tematy do granic możliwości (ich możliwości), a nawet się powtarzali. Poza tym jestem zdania, że to praktyka czyni mistrza, a tego niestety na studiach nie znajdę, nie potrafię też zbyt długo żyć bez słońca 😉  

*Przygotowałam też dla Was listę podobnych, bezpłatnych kierunków, które mogą Was zainteresować: 

  • Kynologia na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie  
  • Etologia i psychologia zwierząt na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie 
  • Hodowla i ochrona zwierząt towarzyszących i dzikich na SGWW w Warszawie 
  • Applied ethology and animal biology na Linkoping University w Szwecji  
  • Żywienie zwierząt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu  
  • Pielęgnacja zwierząt i animaloterapia na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie 
  • Zwierzęta w rekreacji, edukacji i terapii na UWM w Olsztynie  
  • Hipnologia i jezdziectwo na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie  
  • Zootechnikę można znaleźć w wielu miastach w Polsce 😉 

Behawiorystyka zwierząt wciąż jest nowością w Polsce. Zarówno studenci jak i uniwersytet muszą się nieźle nagimnastykować, żeby się rozwijać w tej dziedzinie. Same studia są tylko zajawką, reszty trzeba się nauczyć samemu: czytając, słuchając webinarów i kupując kursy, a potem praktykują. I nie dajcie sobie wmówić, że behawiorystyka to głupoty, bo ja szczerze wierzę w przyszłość tej branży.

Pan X, pies i metoda drzewka

Ja już tak mam, że zimą zapadam w sen zimowy. Dlatego mój ostatni post na Instagramie jest z listopada, bo przecież jest zimno i pewnie mam niedobór witaminy D. Jest jeszcze tysiąc innych powodów, dla których nie pracuję w swoich social mediach tak regularnie jakbym chciała. Spokojnie dobrze wiem, że to wymówki… No i tak sobie tkwiłam w swojej stagnacji aż wytrącił mnie z niej pewien mężczyzna. 

Stałam na przystanku, wracając z bachaty (taki taniec, który zresztą niezbyt mi wychodzi) i zagadał do mnie Pan X, szybko dowiedziałam się, że on pracuje w branży IT, a dokładniej w firmie zajmującej się stronami internetowymi. No przecież ja mam bloga! Znaczy mam bloga bez wpisów… Bardzo szybko przeszliśmy na temat psów, a to zazwyczaj się dzieje od razu po tym jak informuję o moim kierunku studiów. 

– ,,O! Ja też mam psa i on ma taki problem, że…’’

– ,,Moja siostra ma takiego śmiesznego, małego pieska co cały czas szczeka’’

– ,, A co myślisz o dobermanie?’’

Owszem, bardzo mnie interesuje temat psów, ale według moich ostatnich kalkulacji prawie wszystkie nowo poznane osoby rozmawiają ze mną o czworonogach.

 Tak też było w tym przypadku, pies Pana X ciągnie na smyczy. Kiedy zapytałam co robi, gdy pies ciągnie okazało się, że stosuje tak zwaną metodę drzewka… Czyli zatrzymuje się i… no właśnie?

 W teorii pies powinien się cofnąć (najlepiej spojrzeć na nas lub do nas wrócić) poluzować smycz i to jest dla nas sygnałem do kontynuacji spaceru. Ale pies Pana X pozostawał niewzruszony Panem w pozycji drzewka. A metoda była już wykorzystywana od kilku dobrych miesięcy.

 Nie miałam wystarczająco dużo czasu, żeby dopytywać o jakość i ilość spacerów, ani o sprzęt jakim posługuje się mój rozmówca. Ale na szybko byłam w stanie zaproponować inną metodę, polegającą na zmianie kierunku w momencie, kiedy pies zaczyna ciągnąć, zaznaczając jak ważne jest żeby pies był przez niego nagradzany, gdy smycz jest luźna.

Pan X poprosił o nazwę bloga, zapewniając, że będzie regularnie sprawdzał jak lepiej pracować ze swoim psem. Właśnie! W tamtym momencie natchnęło mnie, żeby obudzić się ze snu zimowego, bo przecież już mam jednego czytelnika! 

A wracając do metody drzewka, przypomniała mi się pewna Pani stosująca tę metodę. Mam w zwyczaju przyglądać się ludziom pracującym z psami i wyłapywać ich błędy (strzeżcie się!). 

Więc w czym tkwił problem tej Pani? Prowadziła, na pewnie 2 metrowej smyczy kilkumiesięcznego goldena, pies nic sobie nie robił ze swojego przewodnika, wąchał trawkę, przy okazji wyrywając rękę ze stawu swojej opiekunki. Nie mogę odmówić tej Pani konsekwencji, za każdym razem zatrzymywała się gdy pies szarpał, szczerze mówiąc więcej stała niż szła. Ale gdy już stanęła pies pokazywał zachowanie, które rzeczywiście nie jest ciągnięciem, ten pies siadał i wtedy Pani ruszała. 

Czego nauczył się pies? Jeśli siądzie to spacer można kontynuować! Jeśli takiego efektu oczekiwała właścicielka to w porządku.  Ale czy nie chodzi nam o to, żeby pies spacerował z nami na luźnej lince, a nie siadał mając w nosie kto jest na końcu smyczy, byleby znowu ruszyć z miejsca? 

Na pewno zaproponowałabym tej Pani dłuższą smycz, na której pies mógłby spokojnie węszyć i naukę skupienia na właścicielu, ale nie miałam odwagi podejść, no i pewnie znowu musiałabym rozmawiać o psach 😉